czwartek, 9 grudnia 2010

88. Karteczkowy zawrót głowy

  W związku z tym, że zeszłorocznych kartek narobiłam przesadnie dużo starczy ich spokojnie jeszcze na ten rok. Obudził się we mnie w związku z tym straszliwy leniwiec. I skoro nie musiałam już robić karteczek to nawet nie usiadłam, żeby z własnej nieprzymuszonej woli poczynić choć jedną dla własnej satysfakcji. Odkurzyłam tylko karteczkowe pudełko i wyciągnęłam stos kartek, aby po woli oddychały świeżym powietrzem, nim je powypisuje i wyślę w świat.


   Nie będę ich wszystkich po kolei  pokazywać, żeby Was nie zamęczać. W kupie wszystkie wyglądają również bardzo świątecznie. Chyba że się uprzecie to wówczas uzupełnię posta.





A na koniec pokaże Wam co znalazłam w Mikołajki w skrzynce na listy. Przesympatyczną wygraną z Twórczego Pokoju. Pejtoon dziękuję bardzo!!! Wszystko jest prześliczne. A stempelek bałwankowy przesłodki i już wiem do czego go wykorzystam



No i zaczęłam po maluśku wypisywać życzenia. Ach uwielbiam to, jeszcze w rodzinnym domu przejęłam tą czynność i wypisywałam życzenia do wszystkich bliskich. W dzisiejszych czasach w dobie SMSów, maili i telefonów tak rzadko można jeszcze spotkać osoby, które kultywują tą jakże piękną tradycję. Wysyłajmy tradycyjne kartki Kochani!!!! To jest taka piękna i umierająca ( niestety) tradycja.


wtorek, 7 grudnia 2010

87. Stroiczek

   Podczas weekendowego sprzątania wpadło mi  w ręce to oto superanckie kartonowe kółeczko, które było przekładką w zestawie garów jakie ostatnio dostaliśmy w prezencie.




I od razu pojawiła się myśl....

   Ku przerażeniu mego męża zrobiłam wielki bałagan na dopiero co wysprzątanym stole i zabrałam się do pracy. Oczywiście nie była to praca na  pół godziny, gdyż szyszki pokryte farbą musiały wyschnąć a jarzębina i kawałki osiedlowych tuji wcale same nie chciały do mnie przyjść. Natomiast perspektywa wychodzenia na  to zimno za oknem skrupulatnie mnie powstrzymywała. Na ratunek mojemu dziełu przyszła jednak nasza ukochana sunia dopraszając się wyjścia na spacer. 



A, że w Diabelskim Młynie dziewczyny wykorzystują STARE GRATY i dają im nowe życie to i ja przecież mogłam. Co nie?




poniedziałek, 6 grudnia 2010

86. Kuchenne okno

    Jak ten czas szybko leci...  Już mamy grudzień, w dodatku pod śniegiem.... Tyle planów, a ciężko ze wszystkim się zebrać. Jednak musiałam się  w końcu zmobilizować, bo święta mnie najdą,  a ja przecież ze wszystkim co umyśliłam daleko w lesie. 
    Zaczęłam od wyciągnięcia  z szuflady głęboko schowanego białego kreszowanego materiału woalowego, który zakupiłam kiedyś na  firankę do kuchni. Nabrał on w końcu mocy prawnej leżąc prawie dwa lata i czekając na moje zlitowanie. Bez żalu  wzięłam się więc za jego cięcie. W stosie plików na komputerze odkopałam wyszperany projekt i przerobiłam go na własne potrzeby. W pudle przydasi odgrzebałam zwitek pięknej srebrno-białej koronki i modliłam się, żeby nic nie zepsuć. Igła, nitka, rączek para....
      Oczywiście kiedy myślałam już że tryiumfalnie zmierzam ku końcowi, obszywszy całość koronką , zaczęłam składać 2 części do kupy i .... kolana mi się ugięły. Na większej części przyszyłam koronkę nie po tej stronie materiału, co trzeba. Z wielką niechęcią wzięłam się za odpruwanie przyszytej podwójnym  ściegiem prawie 3 m koronkowej taśmy. A środek nocy mijał.....  No ale nie ma co narzekać efekt końcowy mnie się podoba.





 A teraz jeszcze tylko zazdroski do kompletu by się przydały...



                                
   Udało mi sie uchwycić niedzielne promyki słońca po
pochmurnym tygodniu.
   I to by było na tyle, bo od dziś znowu słońca niet!


Aaaa i zapomiałam się Wam pochwalić, że moja choineczka znalazła się w grupie TOP3 w Twórczym Pokoju. Ależ to była dla mnie miła niespodzianka.




                                

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
... jestem okamgnieniem radosnym wspomnieniem

jestem tu na chwilę Twoim ciepłem się posilę

zatrzepotam skrzydłami

i odlecę razem z aniołami ...