Skoro dziecko prosi, to matka wyciąga z szafy druty i biegnie do sklepu po włóczkę, która ostatnio zdobyła jej serce. A później wciąż liczy i przelicza oczka na centymetry i odwrotnie, z nadzieją, że wyjdzie jej to co zaplanowała, choć ostatnie swetry to robiła jakieś 15 lat temu i trochę juz pamięć nie ta.
I skończywszy drutowanie, zblokowała robótkę, zszyła i o mału nie dostała zawału jak okazało się, że pasuje! Obyło się bez prócia. Toż to szok!
Wyszedł co prawda luźniutki, ale to był zamysł taktyczny, bo dziecię nie znosi mieć ubrań przy ciele. Dzięki temu i bluzeczka pod spód spokojnie wejdzie.



